Wednesday, July 23, 2014

Jak rozpuscila mnie Ameryka czyli roznice pomiedzy USA a UK cz.1

1. Klimatyzacja !! W Wielkiej Brytanii panuja ostatnio straszne upaly ( podobno termometr nie przekracza 30 stopni ale odczuwalnie zdecydowanie jest w tych granicach) ... W Stanach bywalo cieplo ( zwlaszcza, gdy podrozowalam na Floryde, do Arizony czy Kalifornii) jednak nie doznawalam tego tak, jak bardzo odczuwam to teraz. Nie pamietam jak taka temperature znosilam wczesniej w Polsce bo jak wiadomo tam klimatyzacja nie jest rownie popularna. Jednak jest roznica pomiedzy mala wioska a duzym miastem jakim jest Londyn. Ostatnio jada metrem zastanawialam sie jakim cudem wszyscy jeszcze stoja na nogach. Bylo tak goraca, ze pot splywal z ludzi jakby zeszli z poteznej ulewy. Jedyne miejsca gdzie mozna sie ochodzic to lodowki z sklepach spozywczych, ktore i tak nie sa wlaczona na max. 

2. Lod + darmowa woda. Z lodem. Pamietam jak bylam mala, zawsze bylam niezadowolona, gdy moj tata wkladal wszystkie napoje do lodowki. Teraz nie wyobrazam sobie wypic cieplej coli ( wprawdzie pije ja moze raz na 3 miesiace ale chodzi o przyklad). Gdy idziemy do restauracji podaja tu napoje w puszkach a obok stawiaja szklanke. Nie dosc, ze napoj jest cieply to w szklance nie ma lodu. Jesli chodzi o wode, ktora ja zamawiam najczesciej to tak, mozna dostac darmowa z kranu ale trzeba to wyraznie zaznaczyc, inaczej dostaniemy kranowe w szklanej butelce, ktora bedzie kosztowac 3 funty. No i oczywiscie bez lodu... Nie ma jak to ciepla woda w upal. 

3. Sklepy monopolowe. Moze tutaj istnieja, jednak ja jeszcze zadnego nie widzialam. Jest tylko selekcja z alkoholem w kazdym sklepie ale bardzo bardzo uboga. W stanach sa specjalne sklepy, gdzie dostaniemy wysoko procentowe trunki ( rzadko piwo) i jest tego przeogromna ilosc. Kazdy rozmiar i wiele smakow. Na amerykanskiej stronie smirnofa czy innego producenta wodki mozecie zobaczyc co oni tam wymyslaja. M.in wodka i smaku ciasteczek, bitej smietany, czekolady... 

4. Akcent. Na poczatku obawialam sie brytyjskiego akcentu jednak nie on okazal sie moim najwiekszym koszmarem. W ameryce wielu nie-amerykanow podlapuje mowe taka jaka slysza, tutaj nie-brytyjczycy probuja ale i tak wychodzi to koszmarnie. Ostatnio otrzymalam telefon z pewnego miejsca urzedowego i przez 7 minut zrozumialam tylko i wylacznie swoje nazwisko. Do teraz nie mam pojecia o co chodzilo. Nie oddzwanialam bo wiem, ze i tak bym sie nie dogadala. 

5. Looooody. Jak ja tesknie za tymi wielkimi lodowkami z wielkimi kublami lodow o przeroznych smakach czy malych budek porozstawianych co 10 mil. Tutaj z Anglii popularne sa tylko lody na patyku albo male i bardzo drogie kubeczki od Ben&Jerry w dwoch czy trzech smakach. 

6. Puby. W koncu cos pozytywnego o UK :) Te znajduja sie doslownie na kazdej ulicy. Okolo godziny 4-5 szczegolnie w centrum wypelnione sa po brzegi. Jest taki brytyjski zwyczaj, ze po pracy wiele osob udaje sie na piwo. W stanach sa te ich sport bars ale tam zazwyczaj widuje sie ludzi w porze kolacji lub podczas waznych gier. I nikt raczej nie wychodzi na zewnatrz. 

7. Czekolada i slodycze. Mimo, ze z tym probuje wciaz walczyc, tutaj w UK jest troche gorzej. Czekolada jest zdecydowanie lepsza niz amerykanska ( chodzi mi glownie o porownanie Cadbury & Hersheys ). Wybor slodyczy jest rowniez wielki no i mimo, ze w Stanach maja 10tys roznych rodzajii MMsow to nie maja najlepszych - niebieskich :D 

8. Uprzejmosc. Pamietam jak na poczatku mojego pobytu z USA troche irytowalo mnie to dziekowanie za doslownie wszystko tak teraz mi tego bardzo brakuje. Dziwnie mi tez podczas porannego biegu nie powiedziec hello czy chocby wyslac usmiech. Raz sprobowalam to kobieta dziwnie sie na mnie spojrzala. Tak samo jest w sklepach, gdy wchodze, usmiecham sie, mowie czesc a za lada siedzi krolowa sniegu, ktora czeka by tylko mnie obsluzych i wrocic do swoich telenoweli. 

c.d.n

Follow my blog with Bloglovin

Wednesday, July 16, 2014

EDC UK !

W miniona sobote wybralam sie z E i jednym kolega na Electric Daisy Carnival. Byl to moj pierwszy taki duzy festiwal wiec nie moglam sie go juz doczekac. Wiele razy ogladalam filmiki z Las Vegas czy Nowego Jorku wiec jak tylko sie dowiedzialam, ze odbedzie sie on rowniez niedaleko Londynu od razu wiedzialam, ze musze tam byc.
Tak wiec o 11 umowilismy sie z Joe na stacji Euston. Jako, iz podobno picie w angielskich pociagach jest dozwolone chlopacy postanowili poszukac sklepu. Wszystko zajelo dosc dlugo wiec bilety kupilismy w ostatniej chwili i wskoczylismy do pociagu. Odjezdzaly one co pol godziny, ale, ze bylismy juz gotowi nie chcielismy bezsensownie czekac na dworcu.
Po dotarciu do Milton Keynes E musielismy znalesc jakies miejsce gdzie mozna drukowac, bo oczywiscie zapomnialam biletow :) Na szczescie byly one elektroniczne i poczta byla bardzo blisko. Nastepnie udalismy sie do Milton Keynes Bowl, gdzie spacerem trwalo to okolo 20 minut. Kolejka do wejscie nie byla dosc dluga. Najpierw przeszlismy mala uliczka gdzie mozna bylo kupic wiele miedzynarodowego jedzenia, byl maly bar i jakies tam inne budy. Gdy doszlismy do glownej sceny, wygladalo to dosc fajnie. Przez caly dzien na glownej scenie grali dje tacy jak: Avicii, Calvin Harris, Bassjackers, Martin Garixx, Showtek, Steve Angello, Steve Aoki, Ferry Corsten. Obok byly tez trzy mniejsze z mniej znanymi artystami.
Przed 11 zdecydowalismy sie wyjsc, zeby ominac najwieksze tlumy. Noc zakonczylismy na londynskim claphamie :)
Calosc bardzo mi sie podobala, mam nadzieje, ze uda mi sie pojechac na wiecej festiwali. Zawsze marzylam o Tomorrowland, moze w przyszlym roku sie uda :)


Thursday, July 10, 2014

Zdjeciowe uaktualnienie

Jak zwykle mialam pisac wiecej ale idzie mi marnie ( ciekawe ile kolejnych nastepnych notek bede tak zaczynac :P )  Teraz dzieki wszystkim zdjeciom pokaze wam co sie u mnie wydarzylo od powrotu z polski...

- zorganizowalam "girls night out", ktora sie dokladnie z samymi dziewczynami nie skonczyla. Umowilam sie z kilkoma nowymi znajomymi we wschodniej czesci Londynu, ktory jest dosc ciekawy jesli chodzi o zycie nocne. Oczywiscie nie oddalilam sie od centrum jakos super daleko no i na szczescie nie musialam wracac sama do domu bo raczej bym sie bala :) Tak wiec spotkalam sie z nimi w swietnym barze "cafe 1001", a nastepnie przeszlismy do innego baro/klubu. Noc skonczylismy z E i jego kolegami w Notting Hill Art Club. Fajne miejsce i nawet niedrogie zwazajac na lokalizacje.
- wracajac do wschodniego Londynu odwiedzialam hipsterska dzielnice Shoredich ktora miala przypominac Berlin. Troche sie rozczarowalam bo zamiast poczuc sie jak w moim ulubionym miescie na swiecie, poczulam sie jak na Brooklynie. Oczywiscie w takim Londynskim stylu, nie amerykanskim. Ogolnie to bylo bardzo duzo grafiki na murach i wiele sklepow z antykami. Zycie nocne jest tak dosc ciekawe i mimo, ze nie chcialabym tam mieszkac ( bynajmniej narazie ) napewno bede tam czesto wracac.
- uczestniczylam w Szwedzkim swietowaniu pierwszego dnia lata. Byl to wielki piknik w Hyde Parku. W Szwecji podobno jest to wielkie wydarzenie wiec postanowilismy zobaczyc co dokladnie tego dnia robia. Gdy juz przyszlismy wszyscy siedzieli na kocach z alkoholem i jedzeniem, niektorzy robili malego grila, niektorzy tanczyli do muzyki czyli poprostu jeden wielki piknik. Ze zdjec ktore potem widzialam dowiedzialam sie, ze troche wczesniej byly organizowane rozne zabawy, gry i turnieje.
- odwiedzili nas rodzice E. Nie byla to ich pierwsza podroz do Londynu wiec glowne zabytki sobie odpuscilismy. Mialam dosc trudne zadanie, zeby znalesc cos ciekawego ale jakos mi sie udalo.
    - plynelismy lodka z malej wenecji  ( niewiem dlaczego tak to nazwali bo wenecji w ogole nie przypominala ) do camden town
    - poszlismy do teatru obejrzec Wicked. Byl to moj pierwszy musical i musze przyznac, ze mimo, ze za duzo nie rozumialam bardzo mi sie podobalo
    - zwiedzilismy Science Museum, ktore szczerze mowiac bylo dosc nudnawe. Bylam juz w kilku tego typu miejscach w innych czesciach swiata i zawsze mialam wiecej zabawy niz w tym Londynskim. Moim zdaniem bylo za duzo teorii, gdzie glownie czytalo sie tylko suche fakty
    - zjedlismy kolacje w China Town z kolega E, ktory mowi po chinsku. Jak zawsze z nim, nie wiedzielismy co zamowi.
    - kolejna kolacje mielismy w polskiej restauracji w Shepherds Bush. Bardzo sie stresowalam, zeby wszystko wszystkim smakowalo. Na szczescie jedzenie bylo pyszne tylko niestety bardzo drogie ( np kotlet schabowy ze zdjecia kosztowal 14 funtow ... czyli okolo 70 zl na jedna porcje dla jednej osoby)
    - swietowalimy urodziny mamy E w Ask Italian z Halina i kolega taty E. Bylo bardzo fajnie, restauracja bylo polozona zaraz przy London Bridge, tak wiec mama E powiedziala, ze miala najpiekniejszy widok w swoje urodziny :)
 Tydzien skonczyl sie dosc szybko, ciekawe kiedy znow uda mi sie ich zobaczyc... Jako, ze moja zielona karta powoli wygasa byc moze tak szybko do stanow sie nie wybiore.

- sluchalam Backstreet Boys w Hyde Parku. W zeszly weekend odbywal sie tutaj festiwal, ktory byl dosc drogi ( cena ogolnie standardowa ale ja znalam tylko BSB wiec nie chcialam placic 60 funtow tylko za godzinne show) . Tak wiec spotkalam sie z paroma znajomymi i usiedlismy zaraz pod scena . Slyszelismy wszystko tylko widok mielismy ograniczony przed wysokie barierki :)

Zaczelam juz pisac pare faktow, jednak wciaz szukam nowych. W sobote jade na festwal EDC wiec napewno zdam wam relacje :) 

Wednesday, June 18, 2014

Bydgoszcz & Berlin

W koncu po trzech miesiacach w Wielkiej Brytanii, udalo nam sie zaplanowac podroz do Polski. Chcielismy odwiedzic moja rodzinna Bydgoszcz ( no okolice Bydgoszczy ) i Berlin. Ze wzgledu na stala prace E moglismy zostac tylko 10 dni.
Lecelismy z Heathrow do Berlina o 6 rano. Nie jest to najfajniesza pora, zwlaszcza gdy ciezko sie dostac na lotnisko transportem publicznym. Po wyladowaniu w Berlinie, spotkalismy sie ze znajoma na Hackescher Markt a o 15 mielismy pociag do Bydgoszczy. Wiem, ze sa loty bezposrednio to tego miasta z Londynu, jednak ja, jako osoba ktora panicznie boi sie latac, wole zaufac sprawdzonym linia lotniczym poza tym lotnisko bylo gdzies super daleko.

W Bydgoszczy w koncu spotkalam sie z rodzina po rocznej nieobecnosci, poszlam do fryzjera, na zakupy, spotkalam sie z przyjaciolmi i odwiedzialam dentyste czyli wszystko to, co kazdy polak na emigracji robi po przyjezdzie do domu. Pogoda nam bardzo sprzyjala. Codziennie bylo ponad 30 stopni.

W czwartek rano mielismy pociag do Berlina. Tam poznalismy jakiegos pisarza, ktory jak tylko uslyszal, ze mowimy po angielsku zaoferowal nam pelne sniadanie, gdyz zrobil za duze zakupy w Gdansku. Opowiedzial nam, ze jechal ta trasa 20 lat temu ( Gdansk-Berlin) i teraz robi to ponownie, aby opisac to w ksiazce. Bylo to dosc ciekawe, zwlaszcza gdyz ja, na ta podroz wybralam ksiazke "polka w Londynie", ktora bylo troszke podobna ( Beata Pawlikowska opowiada w niej swoje wspomnienia z Londynu sprzed 20 lat). Niestety nie dowiedzialam sie jak nasz dziennikarz ma na imie, wiec pewnie nigdy sie nie dowiem o jego refleksjach z tej wyprawy.

W Berlinie bylo juz duzo ciekawej. Miasto jak zwykle odzywa latem. Pierwszego dnia spedzilismy dosc duzo czasu siedzac przy barze nad rzeka. Cudowne miejsce, muzyka i otoczenie. Wieczorem udalismy sie na Kreuzberg gdzie ogladalismy pierwszy mecz World Cup w indonezyjskiej restauracji.
Drugiego dnia wrocilismy do baru, w ktorym zakochalismy sie w zeszlym roku ( Crack Bellmer) a nastepnie poszlismy do typowo berlinskiego klubu Sisyphos. Uwielbiam takie miejsca, gdzie z jakis smieci, berlinscy atrysci potrafia stworzyc cudowne miejsce.
W sobote znow wrocilismy do Crack Bellmer a stamtad udalismy sie prosto na lotnisko na nasz powrotny lot rowniez o 6 rano.

Wyjazd zdecydowanie byl udany. Polska i Berlin sa bardzo tanie porownujac ceny do Londynu, wiec teraz tylko musze sie przelamac i zaczac latac tanimi liniami :)

Niedlugo zaczne serie "pare faktow z Londynu" a takze myslalam o serii z unikalnymi miejscami w tym miescie.


ps. zmienilam nazwe bloga z "ada w USA" na "ada w Lonydnie" . Wie ktos moze dlaczego wciaz sie wyswietla ta stara nazwa ? 

Wednesday, May 21, 2014

Pierwsze kroki w Londynie

Wiem, ze takich postow na blogach czy vblogach bylo juz tysiace, jednak postanowilam napisac o moim doswiadczeniu, jak wygladalo zalatwianie wszystkich spraw po przyjezdzie do Londynu.


1. Mieszkanie
 Zanim tu przyjechalam, od dnia w ktorym sie dowiedzialam o przeprowadzce sprawdzalam w internecie wszystkie informacje o bezpicznych i niebezpiecznych dzielnicach. Oczywiscie, najbezpieczniejsze okazly sie te, ktore sa godzine od miasta lub takie na ktore nie byloby mnie stac. 
Tak czy owak, wyslalismy kilka emaili ( tutaj nie sugerujcie sie mieszkaniem, ktore widzicie w internecie bo agenci i tak wam pokaza 10 innych w 2 godziny) i spotkalismy sie z kilkomi z nich. Na poczatku, byl krotki wywiad czego dokladnie szukamy. Nasze warunki byly: blisko do metra, ogrodek lub balkon i bezpieczna dzielnica. Mieszkanie wynajelismy "na szybko". Nie mielismy czasu, zeby szukac, wybierac i wybrzydzac. Kontrakt podpisalismy na rok, musielismy zaplacic 6 tygodniowa kaucje plus pierwszy miesiac czynszu i chyba okolo 200GBP dla agencji czy cos takiego.  Jesli chodzi o jakies dokumenty, to dowod z banku ( nie koniecznie brytyjskiego), ze nie mamy zadnych dlugow itd, umowe E z pracy, kopie paszportu i to chyba wszystko. My wybralismy agencje znaleziona przez internet. Nie planowalismy wynajem pokoju, ale to jest zdecydowanie lepsza opcja dla tych, ktorzy nie maja jeszcze pracy i dopiero co tu przyjechali. 
 Rachunki 
Jak juz zalatwilismy mieszkanie to oczywiscie trzeba placic wszelkie rachunki. Prawie wszystko mozna zalatwic przez internet i ustawic automatyczne pobieranie pieniedzy z naszego konta. Jesli wynajmujesz mieszkanie musisz sie liczyc z placeniem pradu, gazu, wody, council tax, internet i oplata za ogladanie TV ( jesli masz TV w domu ) 

2. National Insurance Number 
Czyli numer ubezpieczenia socjalnego. Aby go otrzymac, nalezy zadzwonic do Job Center. Tam pracownik potwierdzi twoje dane, sprawdzi czy nie starales sie o numer juz wczesniej, zapyta kiedy przyjechales do UK i inne podstawowe pytania. Nastepnie otrzymasz list z data spotkania. W umowionym dniu stawiasz sie pod danym adresem, oddajesz "zaproszenie" i czekasz az wywolaja twoje nazwisko. U mnie wygladalo to duzo prosciej niz u E. Jego pytali o wiele rzeczy, mnie tylko kiedy przyjechalam do Londynu i czy szukam pracy. Jakies 3 tygodnie pozniej otrzymalam swoj numer, a na karte wciaz czekam.

3. Konto w banku
Trzeba umowic sie przez telefon. Na spotkaniu trzeba przedstawic dokumenty takie jak wszedzie, czyli paszport ( albo dowod) i potwierdzenie miejsca zamieszkania (proof of address czyli np jakis rachunek za prad czy wode) . Nie trzeba miec pracy a za zwykle konto debetowe nic sie nie placi. Po dwoch dniach przychodzi pin a nastepnie karta.

4. Praca i rozmowa o prace
Szukajac pracy glownie korzystam ze strony indeed. Czasami tez wchodze na strony internetowe miejsc i wysylam zgloszenie pod zakladka careers.
Jesli chodzi o rozmowe o prace, nie moge sie tutaj za duzo wypowiedziec, gdyz mialam tylko jedna ale.. Na samym poczatku wyszukalam w internecie jakie pytania zadaja na rozmowie o prace w River Island. Po kilku artykulach i wypowiedziach na forum bylam gotowa na 100%. Pytano mnie dokladnie o takie same pytania, nie pojawilo sie nic nowego. Tak wiec nie stresujcie sie przed rozmowa, wszystko jest w internecie :)

5. Lekarz
Gdy mamy juz swoj numer NIN, mozemy isc do lekarza. Tutaj taki ogolny lekarz nazywany jest GP czyli General Practitioner. Na tej stronie mozecie znalesc doktora, ktory znajduje sie najblizej was, przeczytac opinie i inne wazne informacje. Gdy juz wybierzecie przychodnie, udajecie sie tam, wypelniacie karte pacjenta i czekacie kilka dni na potwierdzenie przyjecia.


Wydaje mi sie, ze to wszystkie podstawowe informacje, ktore powinniscie wiedziec. Jesli macie jakies pytania, pytajcie, jednak pamietajcie, ze jestem tu tylko od 3 miesiecy. 

Thursday, May 15, 2014

Życie w Londynie

Jakos bardzo powoli idzie mi pisanie postow na blogu odkad sie przeprowadzilam. I mimo, ze dzieje sie duzo, tak naprawde nie dzieje sie za wiele.
Mieszkam juz w Londynie od dwoch miesiecy. W tym czasie:

-  zaliczylam wycieczke do Amsterdamu. Wybralismy sie tam ze znajomymi na poczatku marca. Balam sie przejechac pod tunelem, ktory okazal sie byc nie grozny. Nie polecam jednak osoba ktorzy cierpia na klaustrofobie bo trzeba wjechac samochodem w pociag, w ktorym nie ma za duzo miejsca. W samych miescie za duzo nie zwiedzalismy, gdyz byla to juz moja chyba 6 wizyta.

- doswiadczylam "cudownej angielskiej pogody". Chociaz w tym przypadku na pogode nie moge narzekac bo wiekszosc czasu jest zaskakujaco ladnie. No ale w koncu moglam zalozyc sobie moje cudowne kalosze od Hunter. Deszcz mi nie przeszkadza jak jest cieplo, oby zima szybko nie przychodzila

- zrobilam sobie kanalowe leczenie zeba. Niestety nie mialam wyjsca :( droga zabawa, troszke tansza niz w USA. ( dla zainteresowanych, kosztowalo mnie to 450GBP). Nie bylo to az tak straszne jak sie tego spodziewalam, jednak bylo troche bolesne.

- zabukowalam bilety do domu i Berlina. Na 10 dni na poczatku czerwca. Nie moge sie juz doczekac kebaba w Berlinie i zakupow w Polsce :)

- plywalam rowerkiem wodnym w hyde parku. Zostalam namowiona przed E. Nie jestem fanka niczego co ma cos wspolnego z woda ale tym razem nie mialam wyjsca. Bylo w sumie fajnie, tylko przerazaly mnie wszystkie kaczki plywajace dookola.

- pobawilam sie w turyste czyli  odwiedzialm slynny market na portobello road i Tower Hill z London Bridge. Big Bena, Picadelly  i London Eye widze prawie co weekend, jak wychodzimy do centrum wiec juz sie troche tym znudzilam

- odpowiedzialam na tysiac ogloszen o prace, wciaz bez rezultatow :/

- w koncu poznalam jakis ludzi. Wiekszosc weekendow spedzamy ze znajomymi E z pracy ale udalo sie w koncu poznac jakies dziewczyny. Doszlam do wniosku, ze bardzo ciezko znalesc tutaj znajomych. Jako iz jest to jedno z najdrozszych miast na swiecie, nikt nie ma czasu na rozrywke, wszyscy sa bardzo zapracowani.

- zostalam promotorem na kilka festiwali w UK, wiec jesli chcecie kupic jakies bilety dajcie znac. Jednym z najblizszych na ktorych bede jest EDC. Bilety sa za 60GBP za 1 dzien ( a festiwal trwa 2) i jest 12-13 lipca. Tutaj filmik z zeszlego roku:  
                       



To by bylo tyle narazie, obiecuje, ze postaram sie pisac wiecej :)





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...